Kliknij tutaj --> 🎊 michał olszański i jego synowie

Michał Olszański w rozmowie z "Faktem" wyznał, w jaki zostało to opisane przez jego byłe współpracowniczki. Przepraszam, no ale to jest nie fair. Dlatego, że to były różnego żarty Od dwóch lat matka prezentera "Pytanie na śniadanie" była przykuta do wózka inwalidzkiego. Niedawno zmarła, a dziennikarz, choć sam cierpi po stracie mamy, stara się wesprzeć ojca. To Michał, jak mało który dziennikarz, potrafi słuchać, ma w sobie empatię oraz ciekawość, którą nazwałabym ciekawością dziecka. Jego bezpretensjonalny styl bycia i sposób prowadzenia rozmowy otwierają najbardziej zamkniętych. Michał potrafi dotknąć sedna sprawy, nie dotykając rozmówcy". Magda Jethon 30 kwietnia Olszański zakończył odsiadywanie 6-miesięcznego wyroku pozbawienia wolności za publiczne nawoływanie do zbrodni zabójstwa. Na początku kwietnia został natomiast skazany m.in. za atak na konstytucyjny organ państwa i usłyszał wyrok roku i 8 miesięcy pozbawienia wolności. Grozi mu też kolejna odsiadka, za nawoływanie Kilka tygodni temu Michał Olszański został z dnia na dzień bez dyżurów wpisanych w grafik Pytania na śniadanie. Według obserwatorów tego, co dzieje się w TVP, to kara za wywiad o Jarosław Kaczyńskim, którego dziennikarz udzielił po wizycie polityka w śniadaniówce. Michał Olszański, który będzie prowadził jedynie Magazyn Ekspresu Reporterów, udzielił właśnie wywiadu, w Site De Rencontre Non Payant Sans Inscription. Michał Olszański o wywiadzie z Jarosławem Kaczyńskim: zabrakło mi odwagi, żeby zapytać o film Sekielskich W wywiadzie dla "Dziennika" dziennikarz i prezenter Michał Olszański, były gospodarz programu "Pytanie na śniadanie", który współprowadził z Moniką Zamachowską, opowiada o kulisach swojego zwolnienia z pracy i wywiadzie z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Jak podkreśla Olszański, nie żałuje tej rozmowy pomimo, że spotkała się ona z falą krytyki. Wyznaje jednak, że powinien zapytać prezesa Kaczyńskiego o film "Tylko nie mów nikomu". "Wylało się na nas wiadro pomyj... Ktoś napisał, że »na stare lata daję d…«. Zrobiło mi się ciężko... Zarzucono nam, że jesteśmy dziennikarzami do d…" - mówi w "Dzienniku" Olszański. "Stwierdzam, że zabrakło mi ciut odwagi, żeby na koniec zapytać o film braci Sekielskich. Pewnie skończyłoby się awanturą, stwierdzeniem, że przekraczam swoje uprawnienia, ale myślę, że tym bym może uratował trochę swoją dziennikarską reputację" - dodaje. Michał Olszański o zwolnieniu z "Pytania na śniadanie" i występie w "Tańcu z gwiazdami" Jak mówi Olszański, "program ewoluuje w dziwnym kierunku". Ma żal za rozwiązanie z nim współpracy w połowie sezonu wakacyjnego. "Zasługiwałem po tylu latach na to, aby się z widzami pożegnać i powiedzieć im dziękuję. Przecież nie robiłbym zadymy, jestem poważnym człowiekiem" - komentuje. Pytany o swoje plany zawodowe, wyznaje, że nadal będzie prowadził "Magazyn Ekspresu Reporterów". Oprócz tego dostał propozycję występu w "Tańcu z gwiazdami", ale odmówił, bo uważa, że jest to "celebryckie show", które do niego nie pasuje. Olszański odnosi się także do sprawy Kamila Durczoka - zatrzymania dziennikarza za jazdę pod wpływem alkoholu. "Stał się w ten sposób potencjalnym killerem, bez wyobraźni i jakiejkolwiek odpowiedzialności" - puentuje. O zakończeniu współpracy przy "Pytaniu na śniadanie" poinformowała Michała Olszańskiego szefowa agencji kreacji rozrywki i oprawy w TVP Anna Cyzowska. Powodem, dla którego Olszański nie będzie już prowadzącym, ma być to, że program przechodzi zmiany i w nowej formule nie będzie miejsca dla dziennikarza. "Widocznie nie ma już miejsca w TVP dla dziennikarzy 60 plus. Idzie młode... Ale wydaje mi się, że strata programu jest większa niż moja osobista" - komentował w rozmowie z "Faktem" Olszański. W maju br. Michał Olszański dostał zakaz wypowiadania się w mediach. Z informacji, do jakich dotarł portal Wirtualne Media wynika, że powodem zawieszenia był wywiad z Jarosławem Kaczyńskim. W kontekście zwolnienia mówiło się także o orientacji seksualnej syna Olszańskiego. W jednym z wywiadów dziennikarz wyznał, że jego syn jest gejem. Kim jest Michał Olszański? Michał Olszański prowadził program "Pytanie na śniadanie" przez ponad 10 lat, początkowo z Anną Popek, a następnie z Moniką Zamachowską. Jest również gospodarzem programu "Magazyn Ekspresu Reporterów" w TVP2. źródło: Onet Już niebawem ruszą prace nad filmem poświęconym Violetcie Villas – w diwę wcieli się Michalina Olszańska, młodziutka aktorka z międzynarodowym dorobkiem, która zasłynęła, rozbierając się w niemal wszystkich produkcjach, w jakich zagrała. Aktorka "Barw szczęścia" harowała nago, by zostać Villas! [ZDJĘCIA] Najgolsza polska aktorka prywatnie jest córką pary aktorów: Wojciecha Olszańskiego i Agnieszki Fatygi. To sprawiło, że w domu rodzinnym Olszańskiej zawsze przewijało się dużo dziennikarzy czy filmowców. Z niektórymi rodzice Michaliny zawarli serdeczne – w ich mniemaniu – przyjaźnie. Dziennikarz ujawnił teraz pewne kulisy tych relacji. Bohdan Gadomski, znany i popularny dziennikarz, wspomniał ostatnio na Facebooku swoją zażyłość z Fatygą, dzieląc się ich wspólnym zdjęciem i sugerując, że to "była długoletnia przyjaźń". Pod fotografią głos zabrał pisarz i dziennikarz Andrzej Rodan, który z pewną dozą kpiny wyśmiał tę rzekomą serdeczność. Podobno przyjaźń skończyła się na obiedzie, podczas którego Gadomski doznał afrontu: - [Bohdan – przyp. Red.] Pojechał do niej na wywiad. W trakcie wywiadu przerwa, bo ona razem z mężem musieli zjeść obiad. Bohdana nie zaprosili do stołu. Siedział sam, wyjął swoje kanapki przygotowane przez mamę i jadł. Fatygi nie zrozumieli tej delikatnej aluzji. Dalej żarli schabowe, ha ha ha. Jest to piękne opowiadanie. Brzmi jak anegdota, ale to prawda. - Oczywiście, że ten afront wziął na klatę, ale kiedy mi to opowiadał to się trząsł ze złości. A teraz pisze o długoletniej przyjaźni, to jeszcze mu przypomnę, że od tych długoletnich nawet nie został poczęstowany kawą, czy herbatą. Niech się cieszy, że długoletni nie kazali mu wówczas zapłacić bilet za siedzenie na krześle, ha ha ha ha ha ha ha! TVP żegna swoją kolejną gwiazdę. Tym razem, po 21 latach, stacja zdecydowała się na zwolnienie wybitnego dziennikarza Michała Olszańskiego i to bez możliwości pożegnania się z telewidzami. Nie będę miał okazji, by na antenie podziękować widzom – powiedział w rozmowie z portalem Nagle odsunięto go od TVP nie brakuje roszad, a stacja pożegnała już swoje największe ikony jak Roberta Janowskiego, Joannę Racewicz czy Monikę Zamachowską. Teraz do tego grona dołącza kolejny dziennikarz, który z Telewizją Polską związany był od ponad 20 lat. Jak się okazuje, w poniedziałek zapadła decyzja, a Michał Olszański został odsunięty z programu w trybie nagłym. Nikt się tego nie spodziewał. TVP zwolniło Michała OlszańskiegoMichał Olszański już więcej nie wystąpi w roli gospodarza Magazynu Ekspresu Reporterów. Jak poinformował portal, w poniedziałek 24 sierpnia dziennikarz został odsunięty od produkcji w trybie pilnym. Niestety, nie dostał nawet możliwości pożegnania się z fanami. – Po 21 latach nadszedł czas rozstania z TVP. Nie będę miał okazji, by na antenie podziękować widzom, dlatego czynię to tutaj – powiedział na łamach – To był zaszczyt gościć w Państwa domach we wtorki wieczorem, ogromna radość z faktu, że prezentujemy uczciwy, rzetelny i ciekawy program. Szacunek i podziękowanie za to, że Państwo tak reagowali na nasze reportaże – dodał dziennikarz, korzystając z okazji. Zenek Martyniuk błaga o pomoc. Bez pilnego wsparcia fanów może dojść do najgorszegoLeczenie nie przynosiło żadnego efektu. Wtedy lekarz kazał odstawić jeden składnik dietyMichał Olszański żegna się z TVP– Słowa podziękowania i uznania kieruję także do reporterów, którzy są solą tego programu. Jesteście elitą dziennikarstwa, służycie prawdzie i ludziom. To dzięki Wam ten program przez lata był oglądany, szanowany i oczekiwany. Oby tak było dalej, niestety już bez mojego udziału – dodał w rozmowie z portalem dziennikarz. Jak informują Michał Olszański zostanie zastąpiony przez Mirosława Rogalskiego. To nie pierwszy raz kiedy TVP w ten sposób potraktowało wybitnego dziennikarza. Kiedy zapadła decyzja o odsunięciu go od Pytania na śniadanie, rozmowa trwała pięć ZDJĘCIE:Fot. Fragment programu „Magazynu Ekspresu Reporterów”, TVPTVP zwolniło kolejną ikonę stacji. Michał Olszański nie poprowadzi już Magazynu Ekspresu Reporterów. ZOBACZ TEŻ:Jeszcze niedawno obiecała, że wróci. Niestety, nie żyjeNietypowy przepis na mizerię zachwyci każdego. Dodatkowy, niespodziewany składnik robi robotęRMF FM: Rząd rozważa przywrócenie niektórych obostrzeń. Dziennikarz stacji ujawnił szczegółyBolesne wyznanie Małgorzaty Kożuchowskiej. Chodzi o jej ciążęNagle usłyszeli potężny wybuch. Po chwili zaczęła się dramatyczna walka o życie dziecka. ”Stan jest bardzo ciężki”Niesamowite nowości na półkach w Biedronce. Koniecznie zwróć na nie uwagę, wielka uczta gwarantowanaźródło: obejrzyj nieziemsko prosty i szybki przepis na przepyszny posiłek! Czujesz się już "starą wygą" polskiego dziennikarstwa? Mam chwilami taką refleksję. Myślę sobie, że zmieniają się szefowie, scenografia "Pytania na śniadanie", czy prowadzące, które pojawiają się u mego boku, a ja wciąż ten sam (śmiech). Wpasowałem się w ten format telewizji śniadaniowej, jest mi tu dobrze, ale czasem zadaję sobie pytanie, na czym polega ten mój sukces. I jaka jest odpowiedź? Mogę powiedzieć tylko, albo aż tyle, że trafiłem w dziesiątkę. Przyszedłem do "Pytania" z mocno znaną twarzą z "Ekspresu reporterów". Zastanawiałem się i chyba nie do końca na początku wierzyłem, że to się da pogodzić. A jednak się udało. To jak obecnie wygląda "Pytanie", jego formuła, charakter, daje nam, czyli całemu zespołowi, dużo satysfakcji. W każdym wydaniu zdarzają się ważne, istotne rozmowy, wymagające dobrego warsztatu. Współpraca z moją obecną partnerką antenową, czyli Moniką Zamachowską, pod tym kątem układa nam się znakomicie. Dajemy sobie ogromne poczucie bezpieczeństwa, a to przy takich rozmowach jest bardzo ważne. Nie da się ukryć, że jesteście najstarszą parą tego programu. Myślisz, że w polskich mediach zacznie obowiązywać ten trend, że im prezenter starszy, tym lepszy? Mam taką nadzieję. Zwłaszcza w programach newsowych, czy tych o charakterze talk-show lub interwencyjnych. Cieszę się, że wśród dziennikarskiej i prezenterskiej młodzieży, która rzecz jasna jest potrzebna i naturalną koleją rzeczy jest to, że pojawia się na wizji, jest też kilku dziennikarzy starej daty, którzy mają swoje lata jak Tadeusz Sznuk, Karol Strasburger, czy był Andrzej Turski, którego bardzo brakuje. Udaje się przekonać widzów? Czuję to w relacjach, w tym jak ludzie ze mną rozmawiają, jak ciepło i fajnie jestem odbierany. To taki rodzaj popularności, który mi nie przeszkadza. To nie jest rzucanie się małolat na szyję swojego idola, pisk i selfie, tylko na ogół fajna rozmowa, a często podziękowania za reportaże w "Ekspresie reporterów". Wielu osobom wciąż wydaje się, że jestem ich autorem, więc muszę tłumaczyć, że ja tylko prowadzę ten program, że za tymi materiałami stoją inni znakomici dziennikarze. Nie uwiera cię fakt, że dajesz twarz telewizji publicznej, która od kilku lat nie jest postrzegana jako neutralna? Nie wstydzisz się tego, co się w niej dzieje, jak prezentuje się pewne tematy? To rzeczywiście jest trudne, dlatego, że w szeregach moich znajomych, często padają takie pytania: "Co robisz w tej telewizji?", "Dlaczego jeszcze z niej nie odszedłeś?". Miałem taką osobistą refleksję po odejściu z Trójki Jurka Owsiaka. Bardzo mi się ta jego decyzja nie podobała, uważam, że zareagował zbyt emocjonalnie. Uważałem, że on mając swój godzinny program, w który nikt mu nie ingerował, powinien go prowadzić do momentu aż ktoś mu nie podziękuje, bo dzięki temu miał przestrzeń do kontaktu ze swoimi fanami. Ta moja osobista refleksja, o której wspomniałem, polega na tym, że ja też postawiłem sobie taką granicę, że dopóki mogę spojrzeć w lustro, nie naginać się, to mogę być zarówno w TVP, jak i w Trójce. Moja żona Magda jest moim bardzo surowym recenzentem, który potrafi powiedzieć mi wprost, że zrobiłem coś dobrego albo, że dałem d…Do tej pory udało mi się i mam nadzieję, że nadal będzie udawać, aby nie naginać się do czegoś, co nie jest moje. Jestem dumny ze swojej audycji w Trójce, czyli "Godziny prawdy", w "Pytaniu", czy "Ekspresie reporterów" nie podejmujemy tematów politycznych, nie jesteśmy propagandą czegokolwiek. O tym, że ludzie coraz częściej nas wybierają, świadczą też słupki oglądalności, które idą w górę i coraz częściej jesteśmy na równi z nasza konkurencją, czyli programem "Dzień dobry TVN". To, co odpowiadasz znajomym, gdy pytają? Mówię, że jestem dziennikarzem, który dba o swój wizerunek i dopóki mogę robić to, co robię a zawsze będę uważał, że robię fajne rzeczy, to robię. Wiesz, co napawa mnie dumą? Fakt, że w "Pytaniu" przez ostatnich kilka sezonów udało nam się wyadoptować kilkadziesiąt zwierzaków, czego nie dokonał żaden inny tego typu program. Z Trójką też jest tak prosto? Słupki szybują mocno w dół, a słuchaczy oburzają kolejne zmiany, czy audycje. Ty sam rok temu zabrałeś głos, gdy zwalniano Artura Andrusa i Roberta Kentereita. Ten proces zwolnień, który jest w Trójce kontynuowany od dwóch lat, mnie także oburza. Mamy od kilku tygodni kolejną, trudną sytuację. Chodzi o nie przedłużenie umowy naszej koleżance Annie Rokicińskiej. Zarzucono jej konfliktowość, co jest dziwne, bo Ania jest w zarządzie związku zawodowego i jej rolą było, aby pewne rzeczy ustalać, czy krytykować. Wydawało nam się, że nasze próby dogadania się z obowiązki prezesa, które odbyło się w ostatnim czasie były dobre i ustaliliśmy, że my, czyli stara ekipa i nowi ludzie, którzy przyszli do Trójki, będziemy współpracować i się wspierać, a tymczasem mija kilka tygodni i mamy kolejne bolesne uderzenie. Trudno mi powiedzieć w tym momencie, jak będzie wyglądała przyszłość Trójki. Mam wrażenie, że w tym wszystkim zapomina się głównie o słuchaczach. To mnie boli najbardziej. To, że mamy obecnie najniższe wyniki słuchalności od czasu, kiedy są mierzone, to wymowny znak. Według mnie to powinien być dzwonek alarmowy dla kierownictwa spółki. A jak skomentujesz nazwanie prof. Bartoszewskiego "bydlakiem" przez gościa audycji Wojciecha Reszczyńskiego? To zaczyna być coraz trudniejsze do zaakceptowania. Co chwila pojawia się coś, za co ja płonę ze wstydu. Była już obrzydliwa audycja Wojciecha Cejrowskiego adresowana do grubych kobiet, były nieładne teksty Marcina Wolskiego, audycja o uchodźcach prowadzona przez Macieja Pawlickiego z Jerzym Grunwaldem jako gościem, której również miałem dosyć już po kilku pierwszych minutach, czy teraz nazwanie prof. Bartoszewskiego "bydlakiem". To jest coś, co trudno zrozumieć, zaakceptować. Dziwi mnie, że kierownictwo w żaden sposób na to nie reaguje, a jeśli już reaguje, jak w tym ostatnim przypadku, to z opóźnieniem. Hulaj dusza, piekła nie ma. To oznacza, że na antenie można powiedzieć każdą głupotę i nie ponosić z tego powodu żadnych konsekwencji. Nie boisz się o tym głośno mówić? Krytykować? Nie boję się, bo uważam, że jestem dojrzałym mężczyzną, który od 25 lat pracuje w tej stacji. Trójka, to również moje dotychczasowe osiągnięcia, sukcesy. Byłoby dziwne gdybym nie chciał mówić o radiu, które jest dla mnie istotne i którego markę przez tyle lat budowałem i które niestety na przestrzeni kilku ostatnich lat traci słuchaczy. To jest czas według mnie na stworzenie programu naprawczego. Trzeba zbadać, kto teraz słucha Trójki, kto jeszcze niedawno jej słuchał i wyciągnąć z tego pewne wnioski, bo kiedy jak nie teraz? Zatrzymamy się, gdy słuchalność spadnie poniżej 2,5 proc. albo do zera? Wspomniałeś o męskiej dojrzałości. Czym ona dla ciebie jest? Męska dojrzałość oznacza według mnie wbrew pozorom więcej wątpliwości. Nie jest tak, że z wiekiem człowiek wie więcej. Owszem ma doświadczenie, ale życie uczy pokory i pokazuje, że czasem trzeba zrobić krok w tył, zastanowić się, stwierdzić, że to nie jest tak, że może mam tylko 10 proc. racji. Ja sam coraz częściej patrzę na argumenty innych i nie od razu je skreślam. Jestem w dojrzałym, długo trwającym związku. To też w tej męskiej dojrzałości jest ważne, bo wiem, że chcę z tą "babą" spędzić ostatnie, fajne lata mojego życia. Moja dojrzałość to również odpowiedzialność za ojca, który ma 89 lat i choć wciąż dobrze się trzyma, mam świadomość, że dobiega kresu swojego życia. Mam dwóch synów, dwie wnuczki i mam poczucie, że jestem stabilizującą częścią tej rodziny. Zawsze mogą się zwrócić do mnie w trudnej sytuacji a ja dam im wsparcie. Podobno z wiekiem człowiek łagodnieje… Ja nigdy nie byłem ostry w swoich ocenach, ale rzeczywiście postrzegam świat nieco łagodniej. Nie wpadam w ekstrema, staram się korzystać z życia. To też moim zdaniem ogromna umiejętność, aby nie przegapić fajnych szans. Interesują mnie ludzie i świat, dlatego co jakiś czas muszę wyjechać. Mam ten komfort, że nie muszę myśleć dużo o finansach. Nie jestem przesadnie bogaty, ale mam na koncie pieniądze, które pozwalają mi egzystować na takim poziomie, na którym mogę pozwolić sobie na przyjemności, takie jak podróże, narty, a nawet lekkie fanaberie, bo na 60 urodziny kupiłem sobie Mustanga Cabrio. Zaszalałem (śmiech) i teraz jak jadę w ciepły dzień przez Warszawę, to mam poczucie, że jestem szczęśliwym facetem. Dopadł cię kryzys wieku średniego? Właśnie wtedy, gdy kończyłem 60 lat. Jestem z tego pokolenia, które ten wiek kojarzyło głównie z emeryturą i przychodnią. Dziś to się zmieniło. Facet po 60, a nawet 70 jeszcze wiele może zrobić i wiele swoich marzeń spełnić. Był taki moment, gdy przekraczałem tę magiczną 60, że przyglądałem się sobie i temu, czy przechodzę już na tę drugą stronę lustra, czy nie. Stąd pomysł z Mustangiem Cabrio (śmiech). A tak na poważnie to myślę, że wiele mam w tym swoim życiu poukładane, cieszę się, że mogę być w miarę sprawnym. Ze strony mojej telewizyjnej partnerki Moniki Zamachowskiej mam ostry nacisk w sprawie mojej nadwagi. Jeden problem ma w swoim domu ze swoim mężem, czyli Zbyszkiem Zamachowskim, drugi w studiu, więc goni i jego, i mnie. Stara się dbać o dobry wizerunek naszej pary, sama dba o siebie, więc i mnie motywuje. Biorę sobie to głęboko do serca, ale nie jest to proste. Kryzys wieku średniego, to często skok w bok. Miałeś taką pokusę? Gdy popatrzyłem na kilku znanych mi z show-biznesu starszych panów, którym odbijała palma i swoje związki rozbijali, idąc w ramiona młodszych kobiet, to bardzo często w duchu myślałem sobie: "Michał, żeby ci się to nie przytrafiło". Owszem, jako facet, sam się czasem obejrzę za przechodzącą obok pięknością, reaguję na wdzięki kobiece, komplementuję kobiety i dziewczyny w naszym zespole, ale jestem świadomy tego, że mam wypracowane w sobie mechanizmy i nie stanie się tak, że skoczę w bok. Mam taki wewnętrzny kręgosłup moralny, który już dawno temu powiedział mi, ile jest wart mój związek z Magdą, moją żoną. Ile sobie wzajemnie oferujemy, że to jest coś, co jest ponadczasowe. Myślę, że fajnie jest wspólnie się zestarzeć, akceptować takimi, jakimi jesteśmy, ze swoimi wadami, zaletami, w naszym domu i ogrodzie, nad którym wspólnie pracowaliśmy, ze szwędającymi się po nim zwierzakami. Czasem też nie do końca rozumiem, co takiego dzieje się z tymi facetami, którzy spędzając sporo lat ze swoimi żonami, nagle odstawiają je na bok i wybierają "młodszy model". Może chodzi o seks? Seks jest ważny, ale nie najważniejszy. Ważne jest to, żeby ludzie chcieli zasypiać obok siebie, przytulać się, rozmawiać i po prostu być. Czy warto dla chwili uniesienia i zapiania koguta, zostawiać swój kurnik, w którym było ciepło, przyjemnie, gdzie czułeś się bezpiecznie? Jak facet wchodzi na taką nową drogę, w tym dojrzałym wieku, to uważam, że to poczucie bezpieczeństwa traci. To jest ciągłe skakanie nad poprzeczką, przymus udowadniania, że się nadaje, że tej młodej niewiaście podoła. A może tajemnica twojego udanego i wieloletniego związku, to droga, jaką przeszliście? Myślę, że jest w tym dużo prawdy. Przeszliśmy moje aresztowanie ze względu na moją działalność opozycyjną, sześć tygodni po tym, jak urodził się mój młodszy syn, ciężkie sytuacje z chorobami rodziców i brata Magdy, perturbacje związane ze starszym synem, który wpadł w złe towarzystwo. Dziś i z Janka, i z Antka jestem bardzo dumny. Dają sobie radę, są sobie bliscy, wspierają się. To mnie cieszy, bo wiem, że jest wiele dzieciaków, które się z rodzicami nie dogadują. Odjeżdżają w siną dal i nie mają ze starymi kontaktu. A moi synowie mają swoje drogi, ale też po drodze im do nas. Twój młodszy syn jest gejem. Jak to przyjąłeś? Nie od razu to zaakceptowałem. Od początku z kolei zaakceptowała to i wyczuwała Magda. Od małego był zabawnym, przebierającym się dzieckiem. Kiedy dotarło do mnie, że jest gejem, zacząłem się zastanawiać jak sobie z tym dać radę. Nie ukrywam, że miałem z Antkiem konflikty na tle tego, jak wygląda, jak się ubiera. Potem mi szalenie zaimponował, bo gdy odkrył przede mną tę swoją tożsamość, poczułem, że dojrzał. Antek był zawsze otyłym dzieckiem, a narzucił sobie taki reżim i tak pięknie schudł, że byłem pod ogromnym wrażeniem tej jego determinacji. Dziś ma 38 lat, jest przystojnym facetem, ogarniętym, bez maniery zachowania w znakomitym, partnerskim związku. Bardzo cenię i lubię jego partnera. Myślę, że gdy człowiek przeżyje to we własnym domu, z bliskimi, to jest cenne doświadczenie, zmierzenia się ze swoimi odwiecznym stereotypem, który masz. Nie mam teraz żadnego problemu z tym, że mój syn jest gejem, nie psuje to naszej relacji ojciec-syn. Jak się o tym dowiedziałeś? Antek przyszedł i powiedział "Tato jestem gejem"? Nie był to jeden dzień, jedno stwierdzenie. To był proces. Długie rozmowy z Magdą na ten temat, docieranie do tego żeby bez napinania się stwierdzić, że mój syn nie jest heteroseksualny i żeby on czuł, że wciąż ma we mnie wsparcie, żeby był szczęśliwy. Pojawiały się jakieś komentarze? Wiesz, że nie. Nie było dziwnych uwag w moją stronę, w stosunku do tego, że to zaakceptowałem. Antek też niczego takiego nie doświadczył. Wspomniałeś o potrzebie podróżowania. Gdzie teraz chcesz wyruszyć? Razem z Magdą dwa razy byliśmy na Zanzibarze. To takie miejsce, gdzie obydwoje zawsze podejmowaliśmy ważne decyzje. Być może za dwa albo trzy lata, kiedy będę musiał się zastanowić, co dalej, czy to czas przejścia na emeryturę i pożegnania się z radiem, również tam pojedziemy. Poza tym chciałbym zafundować mojej żonie podróż do Australii, gdzie sam już byłem. A najbliższą wyprawą będzie chyba Kenia. Słyszałem o tym miejscu wiele dobrego. Coraz częściej ciągnie nas do organizowania sobie takich wypraw nie do końca zorganizowanych, z wykorzystaniem biura podróży. Ostatnio tak zwiedzaliśmy Sycylię. Mieliśmy klepnięty tylko samochód i pierwszy nocleg, a potem był totalny spontan. Czujesz, że rzeczywiście nadchodzi ten czas emerytury? Wiem, że mam jeszcze dużo energii do różnych działań. O emeryturze myślę w kontekście tego, że są pewne granice funkcjonowania w mediach publicznych. Daję z siebie to, co potrafię zarówno w Trójce, jak i TVP2, ale wiem, że jestem wartościowy, dopóki kierownictwo będzie miało takie wrażenie. Dopóki to, co robię będzie doceniane, to będę to robił. Muszę mieć w sobie margines i świadomość, że może ktoś w pewnym momencie poczuje, że nie jestem już wartością i wtedy powiem "dziękuję". Nie będę walczył do upadłego. Wtedy zajmę się realizacją innych zawodowych i prywatnych wyzwań. Skoro oddałem kawał życia radiu i telewizji, robiłem to z uczuciem, to mam poczucie, że zasługuję na dobre traktowanie. I mam nadzieję, że na dobre rozstanie i pożegnanie również. Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL Kup licencję ​Michał Olszański (64 l.) długo dorastał do roli ojca. Przez lata na pierwszym miejscu stawiał pracę i przegapił moment, gdy jego synowie najbardziej potrzebowali wsparcia. Kryzys dopadł także jego małżeństwo. Żona Magda to pana lustrzane odbicie? Michał Olszański: - Wręcz odwrotnie - bardzo różnimy się pod względem charakterów. Taka relacja oparta na przeciwieństwach jest fascynująca i daje szansę na długi związek, ale pod jednym warunkiem - umiejętności wychodzenia z konfliktów i kryzysów. Jako ekstrawertyk, lubię kontakt z ludźmi. Moja żona jest zaś introwertyczna, nie prowadzi bujnego życia towarzyskiego, dobrze się czuje w otoczeniu ukochanych zwierząt, wolny czas spędza w ogrodzie. Te nasze zainteresowania się rozchodzą, ale na szczęście mamy też wspólne. Jesteście małżeństwem od 42 lat. Jak można uzyskać taki wynik? - Moim zdaniem są trzy filary miłości. Po pierwsze, nie można się ze sobą nudzić, trzeba wciąż się czymś zaskakiwać. Po drugie, ważna jest umiejętność pokonywania kryzysów. Trzecim filarem jest erotyka. Nie wyobrażam sobie związku, w którym dwoje ludzi nie chce się do siebie przytulić. Choć oboje jesteśmy po 60., wciąż to pragnienie jest u nas żywe i istotne. Uważam, że relacje rozpadają się wówczas, gdy ludzie za bardzo poświęcają czas sprawom organizacyjnym, a zapominają, że istotą jest uczucie, a jeżeli tak, to także wzajemne pożądanie. Żona zarzucała panu kiedyś, że nie był dobrym ojcem... - To prawda i jest w tym trochę racji. Byliśmy bardzo młodymi ludźmi, gdy urodził się Janek. Miałem wtedy 24, a Magda 22 lata. Dzięki pomocy rodziców udało nam się to wszystko poskładać. Potem przyszedł dla naszej rodziny dobry czas: zamieszkaliśmy na Ochocie, chłopcy uczęszczali do fajnej szkoły, ja pracowałem w SOS - Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapii, najpierw jako wychowawca, a potem dyrektor tej placówki. Zawód był moją pasją. W 1983 roku został pan aresztowany... - Zamknęli mnie po rozbiciu naszej siatki Solidarności. W więzieniu w Poznaniu spędziłem cztery miesiące. Magda została wtedy sama z malutkim dzieckiem. Ten czas bardzo wzmocnił nasze rodzinne więzi, skłonił mnie do przemyśleń i refleksji, co jest dla mnie najważniejsze. Był jeszcze jeden kryzysowy moment, kiedy przeprowadziliśmy do naszego wymarzonego domu pod Piaseczno. Właśnie odszedłem z oświaty, byłem pochłonięty nową pracą i trochę wypuściliśmy z rąk sprawy związane z dziećmi. Kręciłem się na szalonej karuzeli życia, nie zauważając, co jest istotne, a co mniej. Cenę za to zapłacił mój starszy syn Jan, który popadł w tarapaty. Na szczęście szybko się pozbierał i dziś jest odpowiedzialnym facetem, prowadzącym własny biznes i kochającym ojcem moich wnuczek. Jestem z niego bardzo dumny. W wychowaniu dzieci pomagali wam dziadkowie? - Tak. Rodzice Magdy byli skoncentrowani na wnukach: zabierali je do siebie, wspierali nas organizacyjnie i finansowo. Dzięki teściowi wybudowaliśmy dom w Chyliczkach. Mogliśmy też wyjeżdżać na saksy, żeby dorobić, bo wiedzieliśmy, że dziadkowie zaopiekują się naszymi pociechami. Z kolei moi rodzice pilnowali rozwoju intelektualnego dzieciaków, podrzucali im np. ciekawe książki. A pan jakim jest dziadkiem? - Postawiliśmy z żoną sprawę jasno. Nie bierzemy dyżurów przy wnukach. Ale jesteśmy z nimi bardzo zżyci, uwielbiamy razem spędzać czas. Dziewczynki miały niedawno swoją pierwszą samodzielną "nocowankę" w naszym domu i bawiliśmy się fantastycznie. Obie są wspaniałe, mądre i piękne. Nadia ma 9 lat i jest utalentowana sportowo, a Liwia ma 4 i jest przeuroczą dziewczynką. Pana młodszy syn jest gejem. Trudno się było panu pogodzić z orientacją syna? - Przykład naszej rodziny pokazuje, że można się tym zmierzyć spokojnie, etapowo, co nie znaczy, że zupełnie bez problemów. Między mną a Antkiem nie brakowało konfliktów. Dla każdego ojca, heteroseksualnego mężczyzny, taka konstatacja, że dziecko jest homoseksualne, to temat do przepracowania. Nie odbywa się to na pstryknięcie palcami. Większość z nas liczy, że będzie jakaś kontynuacja rodziny, myśli sobie, że wszystko ułoży się normatywnie, a w tym przypadku jest inaczej. Dziś jestem z Antka bardzo dumny, cieszę się, że świetnie funkcjonuje, jest w fajnym przyszłościowym związku, jest szczęśliwy. Teraz wiem, że to temat, o którym trzeba głośno mówić, aby pomóc innym rodzinom się z tym zmierzyć. Kiedy okazuje się, że syn czy córka jest homoseksualna, na pewno nie warto krzyczeć, mówić: "precz", bez względu na światopogląd, czy kwestie związane z religią, ale rozmawiać, próbować zrozumieć. Jak pan się relaksuje? - Kochamy z Magdą nasz ogród - ona jest specem od doglądania roślin, a ja od cięższych prac: koszenia trawy, obcinania gałęzi. W pobliżu domu jest rzeka Jeziorka, która wygląda niezwykle malowniczo, zwłaszcza latem, gdy przepływa nią mnóstwo kajaków. Takie widoki pozwalają mi się zregenerować. Oboje z żoną jesteśmy bardzo aktywni, lubimy turystykę kajakową, ja jeżdżę na nartach, a raz w roku wybieramy się na egzotyczną wyprawę. Jakiś czas temu na Zanzibarze zrobiłem kurs nurkowania i odtąd ten sport stał się moją pasją. Naszą wielką miłością są też zwierzęta, które są u nas w domu od zawsze. Teraz rezydentami są psy Jaromir i Lufa, koty oraz papuga. Rozmawiała: Kinga Frelichowska *** Zobacz więcej materiałów:

michał olszański i jego synowie